Trudne powroty…

with Brak komentarzy

Kochani wracam!!!

Na blogu nie pojawiło się nic nowego od kwietnia.
Na fanpejdżu nie byłam od czerwca.
A grupa na facebooku? Wstyd się przyznać. Założyłam ją i na tym koniec mojej aktywności.
I za to przepraszam tych z Was, którzy zaglądali do mnie, by przeczytać nowe treści.
Pochłonęło mnie życie i codzienne aktywności, a konkretnie współpraca z dwoma firmami – niby po pół etatu, ale jednak mocno wyczerpująca…
Brakowało pomysłów, czasu, sił i chęci…

Początkowo, wiedziona wyrzutami sumienia, próbowałam jeszcze cokolwiek robić na facebooku, z czasem i z tych działań zrezygnowałam…

Zwlekanie w pełnej krasie..

Jednak wiedziałam też, że nie zamierzam porzucić blogowania na zawsze, chcę dalej tworzyć dla Was wartościowe treści. Tylko czekałam…
Na co?
Na lepszy czas?
Na to, aż zakończy mi się jedna z umów – przecież wtedy odzyskam trochę czasu, który będę mogła przeznaczyć na pisanie?
Na to, aż skończę prowadzić warsztaty – to przecież bardzo angażuje mnie czasowo… Wreszcie na to, aż pójdę na urlop… Taaak… miesiąc urlopu u siostry, z którą nie widziałam się od roku; z piątką dzieci – w tym z dwoma ciągle rywalizującymi ze sobą pięciolatkami to świetny czas na zajęcie się blogiem i fanpejdżem…

Jestem już w połowie mojego urlopu, a pomimo moich ambitnych planów, na blogu nadal nic się  nie pojawiło… Czy przyczyna tkwi w zachowaniu pięciolatków? Nie sądzę. To raczej wymówki. Podobnie jak wymówką jest brak czasu, chociaż muszę przyznać, że współprace pochłonęły mnie bez reszty i naprawdę brakowało mi sił na cokolwiek innego.

Czy tylko ja tak mam?

Chcę się wytłumaczyć z mojej nieobecności. To fakt.  
Z drugiej jednak strony zauważyłam, że zwlekanie, odkładanie na później, czekanie na lepszy moment, to nie tylko moja przypadłość…

Strach przed powrotem.

Myślę, że główny powód mojego zwlekania to strach…  
Im dłużej zwlekam, tym bardziej się on nasila i działa na moją niekorzyść. Strach nie działa sam… Towarzyszą mu lęk bierność. Lęk niby jest niewielki, ale potrafi się podstępnie rozprzestrzeniać, a bierność to nic innego jak odpuszczanie…
Lęk szepcze ci do ucha, że nie dasz rady, nie uda Ci się, przecież już zapomniałaś, wypadłaś z obiegu, nie poradzisz sobie…
Poddajesz się tym myślom i nachodzi cię zwątpienie…
Zaczynasz zwlekać z rozpoczęciem działania i szukać kolejnych powodów, dlaczego to nie jest dobry moment na początek…
Pojawia się bierność, mija dzień, drugi, trzeci, tydzień, miesiąc, nim się obejrzysz minie kolejny rok…
Masz tak?

Twój mózg szuka potwierdzenia, dlaczego nie warto nic robić…

Chcesz wrócić do pracy, a może zmienić pracę, ale przecież nie możesz zrobić tego teraz, bo…
Dzieci są za małe i wymagają jeszcze twojej opieki.
Kto odbierze dzieci i się nimi zajmie jak wrócą z przedszkola.
Jak to tak iść na chorobowe w pierwszym miesiącu pracy, a dzieci chorują…
Ta praca nie jest taka zła i szef nie najgorszy…
Co prawda nie jest super, ale przecież zawsze może być gorzej…
Nasz mózg wygeneruje nam milion powodów, dla których warto zostawić status quo, zamiast zacząć działać.
Pojawi się też milon działań zastępczych, abyś tylko nie zaczęła robić tego, co sobie zaplanowałaś…
Tego, co wymaga od Ciebie przełamania swoich strachów i ruszenia w stronę swoich marzeń, albo nowej pracy.

Na strach i bierność jest tylko jeden sposób…

Ten sposób to działanie.
Takie proste, a jednak wcale nie takie łatwe, zwłaszcza że musisz zrobić coś, czego od dawna nie robiłaś…
Czy będzie łatwo?
Na początku na pewno nie.
Ja od dwóch tygodni zastanawiam się, o czym napisać pierwszego posta po tak długiej przerwie. Przez głowę przemknęło mi milion tematów, ale brakło mi zapału, a może odwagi, aby je rozwinąć.
Swój powrót zaczęłam od… zbierania informacji i planowania.
Czy pomogło? W moim wypadku tak. Zwłaszcza kiedy kolejny dzień z rzędu zajmowałam się planowaniem kolejnych działań, których… nie realizowałam. Z tyłu głowy tłukło mi się cały czas zdanie: ” Przestań wreszcie planować, zacznij działać!”
To ono zmotywowało mnie do napisania tego posta.

A co u Ciebie powoduje, że w końcu zaczynasz robić to, co powinnaś była zrobić już dawno?

Działanie jest jak kula śnieżna.

Jak już zaczniesz, zrobisz pierwszy krok, to wszystko zaczyna się toczyć do przodu.
Jedno działanie napędza kolejne i okazuje się, że Twoje obawy były bezpodstawne. A to, co wydawało się nie do zrobienia poszło Ci jak z płatka. Wykonujesz zadanie za zadaniem i okazuje się, że nadal potrafisz, nie zapomniałaś i jesteś w tym bardzo dobra…
Kiedy Ty działasz Twoje lęki i strachy stają się coraz mniejsze, i chowają się głęboko przed Tobą, by pojawić się, gdy następnym razem staniesz przed nowym wyzwaniem.

Nic nie dostajemy raz na zawsze.

Do tego, aby działać i realizować swoje cele potrzebujemy przezwyciężyć swoje obawy i zacząć działać, nieraz będziemy zaczynać nawet kilka razy…

Mój ostatni rok pokazał mi, że mogę skutecznie działać nawet przez kilka miesięcy. Wystarczy jednak, że odpuszczę raz, drugi, trzeci i pięknie stworzony nawyk zanika, a ja muszę rozpocząć całą pracę od nowa. I nie ma tu znaczenia, czy jest to zdrowe odżywianie, uprawianie sportu czy pisanie bloga…

A Ty? Przed jakim wyzwaniem stoisz?

Jeśli chcesz znaleźć pracę po dłuższej przerwie, koniecznie zajrzyj tu, aby dowiedzeć się od czego warto rozpocząć szukanie pracy.