Nie dzieje się nic?…

with Brak komentarzy

Bardzo dawno mnie tu nie było… 

A ściślej rzecz ujmując bywałam, zaglądałam i na tym koniec…
W moim ostatnim poście na blogu – blisko rok temu pisałam, że wracam z nową energią i w nowej odsłonie… a z powrotu wyszły nici…
Miałam wspaniały plan, który w zderzeniu z rzeczywistością okazał się…
hm… na tamten moment nierealny do realizacji…
Odpuściłam, dałam sobie czas, aby odpocząć, zresetować się, zaispirować, poszukać nowych możliwości i pomyśleć co dalej…
Wiedziałam, że nie odpuszczam na zawsze… jednak potrzebowałam złapać dystans do tego co się dzieje i nabrać z powrotem energii i siły do działania…

Wątpliwości? Któż ich nie ma?…

Oczywiście, że miałam wątpliwości, czy dobrze robię…
Na początku ciągle wracały do mnie myśli:
>> Co robisz? <<
>> Działaj! <<
>> Nie poddawaj się!!!… <<
>> Powiedziałaś A, trzeba powiedzieć (i zrobić) B.<<
Wewnętrzny głos nie dawał mi spokoju:
>>Tyle zrobiłaś… <<
>>Nie możesz teraz odpuścić!<<

Wahałam się przez jakiś czas pomiędzy działaniem, a odpuszczeniem na zawsze… albo na najbliższe sic! 10 lat…

Jednak pomimo wielkich chęci nie miałam siły, aby działać…

Aż pewnego dnia znajoma psycholog powiedziała mi, że widocznie jestem zmęczona i nie powinnam się biczować, a odpocząć…
Posłuchałam rady doświadczonej koleżanki. Na początku myślałam, że moja przerwa potrwa tylko kilka dni lub tygodni…
W rezultacie dopiero po kilku miesiącach – na przełomie roku – wróciłam do formy i zaczęło mi się chcieć… nie tylko działać, ale też żyć…
Był to czas kiedy zaczęłam myśleć i planować co dalej… 

Miłe zmęczenia początki…

Rzeczywiście pierwsza połowa ubiegłego roku dała mi w kość…

Praca na dwóch etatach, do tego prowadzone wraz z Dominiką stacjonarne warsztaty, poprzedzone przygotowaniami i prowadzeniem kampanii sprzedażowych a także obwinianiem się, że nie zawsze dowożę…
Poszerzanie moich kompetencji na różnych szkoleniach…
i mało tego – tydzień wyrwany z życia spędzony z dzieckiem w szpitalu…
Oj działo się sporo i było bardzo intensywnie…
Zwieńczeniem tego miały być miesięczne wakacje z dziećmi u mojej siostry…
I były, chociaż mam poczucie, że bardziej była to dla mnie szkoła przetrwania niż wypoczynek…  
Po wakacjach, co do których – a jakże – miałam bardzo ambitne plany zawodowe, wróciłam do Polski zdruzgotana i ogromnie zmęczona, a resztę opisałam wyżej..

Masz tak czasem? Z jednej strony czujesz, że musisz, ale z drugiej strony…

Masz czasem takie poczucie, że tyle byś chciała, albo tyle powinnaś zrobić, ale nie masz siły, aby się przemóc i zacząć działać?…
To właśnie było to, co czułam przez ostatnie kilka miesięcy…
Kiedy poczułam gotowość do działania pojawiły się na mojej drodze osoby, które dodały mi wiatru w żagle…
Nagle ni stąd ni zowąd zaczęli się pojawiać klienci na coaching kariery…
Trafiłam na szkolenia i wyzwania, które pokazały mi, że warto było odpuścić, przeczekać, dojrzeć…

I gotowość to w tej sytuacji słowo – klucz.

Moje podejście…

W trakcie tej przerwy zadbałam o to, aby zmienić swoje postrzeganie tej całej sytuacji… ale też postrzeganie tego, co się wydarzyło i nie wydarzyło w ciągu ostatnich kilku lat.
Dla wyjaśnienia. Od tych kilku lat mierzę się z tym, aby zarabiać na coachingu tyle, by się z tego utrzymywać i ciągle pojawiają się na mojej drodze różne przeszkody, które mi to uniemożliwiają… Jakby życie sprawdzało, czy naprawdę tego chcę…
Jednak o tym będzie innym razem…
No cóż, popatrzyłam na całą sytuację z zupełnie innej, nowej perspektywy…
Zaczęłam zadawać sobie nowe pytania:
>>Czego jeszcze potrzebuję?… <<
>>Czego jeszcze się muszę nauczyć?… <<
>>Czego powinnam doświadczyć, aby robić to co kocham i z tego się utrzymywać?….<<

Zmiana

I nadszedł czas koronawirusa, a ja poczułam (zdecydowanie jestem z tych, co czują, nie z tych, co działają według planu – chociaż też mi się to zdarza…) pełną gotowość do tego, by dzielić się publicznie moimi refleksjami i przemyśleniami… aby wspierać i pomagać…
aby pokazywać jasną stronę sytuacji, której się obawiamy…,
aby wspierać innych w zmianie…
I ta gotowość wyzwoliła we mnie siły do robienia tego, czego się bałam najbardziej…

Wszystko jest po coś…

Jak patrzę na ten ostatni rok z dzisiejszej perspektywy, to myślę sobie, że wszystko jest po coś…
I może Edison potrzebował tysiąca prób, aby zarówno on jak i świat docenili jego wynalazek?…
I może każdy z nas potrzebuje czasami czasu na inkubację swoich pomysłów, marzeń i pragnień?

Kiedy pozornie nie dzieje się nic…

Kiedy pozornie nie dzieje się nic, to czasem gdzieś w środku… dojrzewa w nas gotowość do dzielenia się naszymi pomysłami, marzeniami i pragnieniami ze światem…
I wtedy, kiedy przyjdzie odpowiedni czas, zaczniemy działać z pełną mocą…
I będziemy zadziwieni, że poszło nam tak łatwo, chociaż jeszcze chwilę wcześniej tak bardzo się baliśmy…
Bo czasem, gdy pozornie nie dzieje się nic, największe, czasem nieuświadomione rzeczy dzieją się w naszym wnętrzu…

A jak Ty to odbierasz?

Ps. A porównując te sytuacje z naszego życia do obecnej w świecie pandemii, to… Przecież nie widzimy, jak rozwijają się wirusy… Chociaż pozornie tego nie ma, bo tego nie widać… to dzieje się to bez przerwy…
Często nie wiemy, że wirusy w nas dojrzewają, dopiero choroba nam pokazuje, że coś się działo w naszym organizmie już od dłuższego czasu… A czasem nie wiemy nawet, że jesteśmy nosicielami i zarażamy… bo my nie mieliśmy żadnych objawów… I podobnie jest z tym, co dzieje się w naszym życiu…
Czasem najważniejsze zmiany w naszym życiu zachodzą wtedy, gdy ich nie widać…