Do czego nam uważność?

with Brak komentarzy

Jest 25.12.2018 roku.

Właściwie powinnam napisać był. Godzina 17.30. Święta Bożego Narodzenia. Niezwykle istotne dla katolików. A to, co najistotniejsze, to udział we mszy świętej. Świętujemy z rodziną u teściów. Moje córki już od 17.00 przebierają nogami, abyśmy wyszły odpowiednio wcześnie, by zdążyć na ostatnią mszę świętą u Salezjanów. One doskonale wiedzą, że ja zawsze, na wszystko mam czas. Wychodzimy na tyle szybko, żeby zdążyć. Dojeżdżamy pod kościół jest 17.55. Mamy zapas czasu. Ufff! Zdążymy! Patrzymy w stronę kościoła, a tam…. zadziwiająco ciemno! O tej porze światła powinny się już świecić. Pierwsza myśl – podejdźmy pod kościół, przeczytamy ogłoszenia na tablicy… Nerwowo szukamy internetu i strony parafii w telefonie. Jest! Sprawdzamy ogłosznia duszpasterskie. W pierwszy dzień świąt msze św. o 9.00, 10.30 i 12.00. Nie ma o 18? Jestem bliska paniki: Boże Narodzenie, a ja nie pójdę na mszę?!? I to w dużej mierze z własnej winy! Mogłam wcześniej sprawdzić… Gdy emocje opadły przypomniałam sobie o jeszcze jednym kościele w mieście z wieczorną mszą świętą. Tam na nasze szczęście mszy nie odwołano. Poszłyśmy. Szczęśliwie znów się udało.
Mimo to zaczął mi świtać po głowie temat uważności i tego, jak jest ona ważna w życiu.

Koniec wyzwania?…

Siedzimy w kościelnej ławce, jeszcze przed mszą świętą. Moje myśli krążą jak wolne elektrony. Przypomniałam sobie, że wczoraj, w wigilię był poniedziałek i do 24.00 miałam czas na to, aby umieścić wpis na fb o moim udziale w sportowym wyzwaniu Kamili Rowińskiej. To już nie wiem która edycja wyzwania, w której wystartowałam – chyba 5. Dotychczas ciągle coś mi wypadało, a to nie miałam nowego telefonu, aby zainstalować endomondo, a to zapminałam o wpisie komentarza pod postem na facebooku, a to pogoda nie sprzyjała spacerom. Ciągle coś. Tym razem miało być inaczej… Było inaczej. Od początku zdyscyplinowana, chodziłam rano, aby nie wystąpiły jakieś nieprzewidziane okoliczności. Komentarze pisałam jadąc wieczorem na tańce. Czytałam książki. Pisałam swoje lekcje z lektur. wszystko na czas. Zdarzało mi się też wychodzić na godzinny trening o 22, po całym dniu ciężkiej pracy, by tylko nie wypaść z wyzwania. A tu? Jeden dzień, który był inny od pozostałych. Brakło rutynowych czynności. Zmieniony plan wieczornych zajęć, brak uważności i… wypadłam. Miałam do siebie ogromny żal – tym bardziej, że wiedziałam, że nie mogę już nic zrobić. Zasady są równe dla wszystkich! W oczach stanęły mi łzy. Nie rozpłakałam się chyba jedynie dlatego, że byłam w kościele, a wokół panowała radosna, świąteczna atmosfera. Uważność!!!
Pocieszałam się tylko tym, że to wyzwanie było dla mnie tak istotne, bo pokazało mi, że nawet jak wydaje mi się, że nie mogę to i tak mogę zrobić to, co sobie zaplanowałam. Było dla mnie swego rodzaju sprawdzianem i byłam z siebie niezwykle dumna, że tak długo wytrwałam. Postanowiłam, że nadal nieoficjalnie będę brać w nim udział i rzeczywiście nadal ROBIĘ TO!
I ta moja lekcja o uważności. Ten miniony rok był pełen takich lekcji, ale dopiero odpadnięcie z wyzwania dało mi do myślenia, że to przez moją nieuwagę. Zdałam sobie sprawę z tego, że przez brak uważności i nieumiejętność bycia tu i teraz, tracę dużo więcej niż szansę na zjedzenie kolacji w gronie wyzwaniowców.

Skutki braku uważności

Brak uważności to często niedostrzeganie pewnych trudnych sytuacji, które mażna szybko rozładować w ugodowy sposób, nim jeszcze osiągną swój punkt kulminacyjny. Brak uważności to nie dostrzeganie potrzeb dzieci i zaspokojenie ich zanim przerodzą się w duże problemy. Brak uważności to nie wysłanie CV na czas, czy nie dostrzeżenie projektu, w którym udział mógłby wesprzeć mnie w otwarciu działalności gospodarczej, a tak to muszę czekać kolejny rok. Wreszcie nieumiejętność bycia tu i teraz to ciągłe życie w bliżej nieokreślonej przyszłości, ciągłe ściganie króliczka. Zamiast tego mogłabym zauważać to, co mam już teraz i cieszyć się z tego, a przede wszystkim doceniać siebie za to, co robię.

Czym jest uważność?

W moim rozumieniu to bycie tu i teraz i uwaga skierowana na sprawy dla mnie ważne. I może nie piszę tu sensu stricto o uważności tłumaczonej z angielskiego mindfulness, która oznacza według definicji Jona Kabat-Zinn (założyciela Ośrodka Uważności w Medycynie, Opiece Zdrowotnej i Społeczeństwie Wydziału Medycznego University of Massachusetts), jako „stan świadomości będący wynikiem intencjonalnego i nieoceniającego kierowania uwagi na to, czego doświadczamy w chwili obecnej”. Raczej mam na myśli zwracanie uwagi na to, co dla nas ważne. Uważności można się uczyć na licznych kursach lub szukając wskazówek w internecie. Można też praktykować ją samodzielnie, na co dzień żyjąc wolniej. Zatrzymując się na ważnych, a czasem wydawałoby się mało istotnych elementach. Wybiórczo przyjmując informacje, a w szczególności praktykując wdzięczność skierowaną ku sobie i ku innym.
Dostajemy to na czym skupiamy swoją uwagę. Dlatego tak ważne jest dostrzeganie swoich osiągnięć – widzisz co robisz dobrze i doceniasz się za to – dostajesz coraz więcej informacji o tym, co dobrze robisz. A może Twoje zmysły zaczynają śledzić i dostrzegać wszystkie sytuacje w których odniosłaś sukces? Wcześniej może też odnosiłaś swoje zwycięstwa, tylko ich nie widziałaś? Skupiasz się na tym, czego Ci brakuje? Zaczynasz dostrzegać kolejne braki i niedociągnięcia, a nie widzisz tego dobrostanu, który Cię otacza. Woda zdatna do picia w nieograniczonych ilościach to na ziemi dobrostan, z którego nie zdajemy sobie nawet sprawy…

A jak jest z uważnością u Ciebie?

Zauważasz codzienne małe cuda dziejące się w Twoim życiu, czy ciągle widzisz ciemną stronę zdarzeń? Doceniasz siebie czy łajasz? Realizujesz swoje plany i zadania krok po kroku, czy wypadasz z gry, bo znów czegoś nie dopatrzyłaś? Podziel się swoimi refleksjai w komentarzu.